|
| |
|
|
|
MARZEC |
|
|
|
Tym razem granaty nasadkowe |
|
|
|
Pas ćwiczeń taktycznych o wdzięcznej nazwie „Joanna” żagańskiego
poligonu, 30 marca br. był miejscem przeprowadzenia zajęć miotania
granatów nasadkowych 3. kompanii zmotoryzowanej zgrupowania bojowego
„Bravo”. Żołnierze świętoszowskiej brygady (10BKPanc) przygotowują
się do udziału w VIII zmianie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w
Afganistanie.
Po to by zwiększyć dystans, na który wyrzucany jest klasyczny granat
ręczny skonstruowano granaty nasadkowe. Granaty takie miotane są
przy pomocy specjalnej nasadki, która zamontowana jest na
karabinkach beryl powszechnie używanych przez żołnierzy „Czarnej
Dywizji”.
– Samo użycie granatów nasadkowych nie jest trudne czy wielce
skomplikowane, zwłaszcza dla żołnierzy, którzy dużo czasu spędzają
na strzelnicach. Jednak z uwagi na to, że tego typu strzelania takie
nie odbywają się zbyt często wymagają treningu tak by wyrobić w
sobie pewien automatyzm. –
oceniał kpt. Jacek
Wróblewski, dowódca kompanii.
Granatem nasadkowym nie rzuca się co dzień, z tego też powodu każdy
żołnierz kompanii chciał się sprawdzić. Żołnierze miotali granaty
pojedynczo. Najpierw strzelający pobierał granaty a następnie
zajmował miejsce na linii otwarcia ognia, gdzie przyjmował
odpowiednią postawę strzelecką. Po czym należało nałożyć granat na
lufę karabinka opartego kolbą o podłoże. Pada komenda do otwarcia
ognia. Żołnierz ustawia karabinek pod odpowiednim kątem, kciukiem
naciska jego język spustowy. Pada wystrzał a po kilku chwilach
słychać już tylko odgłos wybuchu. Tak pokrótce można opisać przebieg
samego strzelania.
– Jest to dla nas kolejny etap przygotowań. Samo strzelanie nie jest
może zbyt trudne. Nie mniej jednak użycie tego typu granatów może
być bardzo skuteczne zwłaszcza w sytuacji zagrożenia. Dlatego każde
szkolenie jest dla nas bezcenne, bo uczy nas prawidłowych nawyków. –
mówił po odbytym strzelaniu st.
plut. Janusz Łysak, dowódca drużyny.
Równolegle ze strzelaniem odbywało się szkolenie z zasad udzielania
pierwszej pomocy rannemu lub poszkodowanemu. Szkolenia takie
odbywają się podczas każdych zajęć praktycznych. – Ćwiczący uczą
się prawidłowego podejścia do poszkodowanego, przeprowadzenia jego
pierwszego badania oraz założenia opaski uciskowej na ranę a to
wszystko w sytuacji zagrożenia ostrzałem. Staramy się, aby szkolenie
było jak najbardziej realne. – podsumowała kpr. Joanna Noga,
dowódca grupy ewakuacji medycznej.
   
   
|
|
|
|
|
Nasi biegali w Afganistanie |
|
|
|
28 marca br. w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Afganistanie odbył
się 5
Carrefour Półmaraton Warszawski. Wśród międzynarodowej obsady
półmaratonu było również dwóch żołnierzy 10BKPanc kpt. Krzysztof
Leszczyński oraz kpt. Piotr Nawrocki, którzy w tym czasie brali
udział w rekonesansie w ramach przygotowania VIII zmiany PKW
Afganistan.
Trasa maratonu przebiegała wokół bazy w Ghazni. Bieg zasługuje na
miano bardzo ciężkiego ze względu na wysokość na jakiej znajduje się
polska baza tj. ok. 2200 m. n.p.m. oraz fakt iż trasa biegu jest
pagórkowata, a w zasadzie 1/3 trasy pokryta jest kamieniami.
Dodatkowym wyzwaniem była rosnąca temperatura powietrza przy
ciśnieniu atmosferycznym ok. 790 hpa. Zawodnicy mieli do pokonania
21,0975 km. W porównaniu do biegu warszawskiego warunki były
znacznie trudniejsze. W trakcie biegu nie tyle bolą nogi, ile
odczuwa się silny wysiłek dróg oddechowych. W biegu wystartowały 74
osoby, głównie Polacy i Amerykanie, oczywiście nie zabrakło także
Afgańczyków. Wyzwanie podjęły także panie. Bieg ukończyło 65
zawodników. Zwyciężył Tomasz Świątkowski z czasem 1 godz. 20 min. 40
s. Reprezentanci 10BKPanc pomimo krótkiego okresu aklimatyzacji
zajęli w klasyfikacji generalnej miejsca: 7. kpt. Nawrocki z czasem
1 godz. 42 min. 11 s. (3 mce w kat. powyżej 35 lat) oraz 61. kpt.
Leszczyński z czasem 2 godz. 49min.07s.
Półmaraton był debiutem biegowym kpt. Krzysztofa Leszczyńskiego,
który dzielnie walczył z sześcioma okrążeniami wokół bazy, każde o
długości 3460 m. „Celem było ukończenie, więc plan wykonałem w
100%” , komentował zmęczony ale zadowolony po biegu.
„Bezpośrednio po osiągnięciu linii mety nie chciał rozmawiać o
następnym półmaratonie, natomiast podjął ten temat już w dniu
następnym co jest godne uznania” dodaje z uśmiechem kpt. Piotr
Nawrocki.
Na zakończenie zawodów odbyła się uroczystość wręczenia medali i
upominków przez dowódcę VI zmiany PKW Afganistan gen. bryg. Janusza
Bronowicza.
    
|
|
|
|
|
|
|
Saperzy 10. Brygady Kawalerii Pancernej przygotowujący się do
udziału w misji w Afganistanie certyfikacją drużyn zakończyli
kolejny etap szkolenia. Jak się okazało o pozytywnym zaliczeniu
egzaminu decydowały nie tylko saperskie umiejętności
certyfikowanych ale i pomysłowość kolegów z przeciwnej drużyny.
Drużyny otrzymały zadanie rozpoznania terenu poprzez ustalenie co
jest niebezpieczne, wykrycie występujących pułapek i jeśli to
możliwe zneutralizowanie ich tak aby oczyścić teren i udrożnić ruch.
Jednym z kluczowych miejsc do rozpoznania był przepust, który każda
drużyna miała w swoim rejonie. Wcześniej dowódca plutonu podzielił
rejon działania na każdą drużynę i polecił przygotować rejon
sąsiadującej drużynie tak aby jak najbardziej utrudnić wykonanie
zadania. Oczywiście po takim przygotowaniu w rejonach pojawiły się IED (Improvised Explosive Device), miny i wszelkiego rodzaju
pułapki. Pomysłowością zaskoczyli nawet dowódcę plutonu
sprawdzającego umiejętności swych podwładnych. Przygotowując
rejon do rozpoznania saperzy korzystali z dostępnych materiałów
,również przyniesionych z domów, które doskonale pokazywały
różnorodność zagrożeń przy tego typu zadaniach. Były bardzo
ciekawie przygotowane IED, miny, zwieracze domowej roboty, odciągi
oraz często stosowano łatwiej wykrywalną imitację pułapek z zadaniem
odciągnięcia sapera od prawdziwego zagrożenia założonego w innym
miejscu. Działanie drużyny i każde wykrycie oraz neutralizacja
wykrytego materiału była obserwowana przez doświadczonych
instruktorów dla omówienia prawidłowości poszczególnych etapów
egzaminu.- powiedział por. Łukasz Lisek.
Drużyna inżynieryjna pod dowództwem chor. Grzegorza Siwiaszczyka
miała za zadanie również odbudować przepust wysadzony przez IED.
Wykonując to zadanie część drużyny realizowała zabezpieczenie
terenu. Przepust to newralgiczny punkt, niezbędny do udrożnienia
ruchu. Jak się okazało każda z drużyn włożyła sporo wysiłku w
wykrycie wszystkich założonych przez kolegów pułapek. Pracuję w
nakazanym rejonie, dokładnie sprawdzając teren. Ściśle współpracuje
z obserwatorem, który oddalony obserwuje moje działania i często
informuje mnie o dostrzeżonych przez niego elementach
niebezpiecznych.
Utrzymujemy łączność. Teraz przygotowuję się do ściągnięcia za
pomocą kotwicy wykrytej miny prawdopodobnie pod tą miną jest
następna.- mówił saper szer. Maciej
Małowiecki.
Świętoszowscy saperzy zdawali egzamin myśląc również o tym, jak
radzą sobie sąsiednie drużyny, którym sami przygotowywali rejon. W
ocenie przełożonych certyfikacja pokazała dobre współdziałanie w
drużynach oraz różnorodne umiejętności saperskie. Egzamin
podsumował etap szkolenia drużyn. Miał za zadanie sprawdzić
saperskie i inżynieryjne umiejętności drużyn w kontekście zadań
czekających na nas podczas misji PKW Afganistan. Pomogła
pomysłowość, bogata wiedza i duże doświadczenie podwładnych.
Przed nami kolejne etapy doskonalenia saperskiego rzemiosła –
podsumował dowódca Grupy Inżynieryjnej kpt. Rafał Jarosz.
   
|
|
|
|
|
Buzdygan dla kpr. Łukasza
Owczarka |
|
|
|
Żołnierz 10 Brygady Kawalerii Pancernej kpr. Łukasz Owczarek,
pełniący służbę na stanowisku dowódcy drużyny w 10. batalionie
zmechanizowanym Dragonów, został wyróżniony prestiżową nagrodą
tygodnika „Polska Zbrojna” – Buzdyganem. Uroczystość wręczenia
odbyła się w 26. marca br. w Warszawie.
Buzdygan jest to broń obuchowa używana na Starym Kontynencie od X
wieku. Do Polski trafiła w XVI stuleciu jako oznaka władzy w
formacjach wojskowych. Od końca XX wieku przyznawana jako
wyróżnienie i nagroda dla żołnierzy oraz działaczy, których
dokonania stanowią ogromną wartość dla Sił Zbrojnych. Podczas
tegorocznej, szesnastej odsłony „Buzdyganów”, kapituła składająca
się z laureatów poprzednich edycji oraz przedstawicieli redakcji
„Polski Zbrojnej” doceniła aż dwóch żołnierzy z 11. Dywizji
Kawalerii Pancernej „ Czarnej Dywizji”. Poza kpr. Łukaszem
Owczarkiem tą nagrodą uhonorowano jeszcze gen. bryg. Sławomira
Wojciechowskiego dowódcę 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.
Kpr. Łukasz Owczarek w minionym 2009 roku jednogłośnie zwyciężył w
plebiscycie na „Szeregowego Roku” na szczeblu 10BKPanc i dywizji. Na
szczególną uwagę i szacunek zasługuje jego działalność podczas misji
w Polskich Kontyngentach wojskowych w Iraku i Afganistanie. W 2004
roku, w składzie kompanii rozpoznawczej, brał udział w ciężkich
walkach w Karbali podczas powstania szyickiego duchownego Muktady
al-Sadra. Przez kilka dni polscy żołnierze odpierali zmasowane ataki
znacznie liczniejszych oddziałów partyzanckich armii Mahdiego.
Podczas ostrzału został ranny, doznając poważnego urazu słuchu. Po
miesięcznej rekonwalescencji, na własną prośbę, powrócił do
pododdziału i kontynuował służbę w Iraku. - Łukasz to bardzo
dobry żołnierz. W najtrudniejszych momentach nie tracił zimnej krwi
i zawsze można było na niego liczyć.- przyznaje mjr Grzegorz
Kaliciak, ówczesny dowódca kompani rozpoznawczej, zeszłoroczny
laureat „Buzdygana”. W 2007 roku pojechał do Afganistanu gdzie w
trakcie jednej z akcji próbował ratować życie rannemu koledze
przetaczając własną krew.
Kpr. Łukasz Owczarek to trzeci zdobywca Buzdygana z 10BKPanc. W
poprzednich latach nagrodą tygodnika „Polska Zbrojna” wyróżniono:
st. szer. Daniela Delosta (2008r) z 1 batalionu czołgów oraz chor.
Marcina Trelkę (2009r.) z Ośrodka Szkolenia „Leopard”.
|
|
|
|
|
I Zimowy Patrol Wojskowy im.
por. Łukasza Kurowskiego |
|
|
|
20 marca 2010 r. w podpoznańskim Lusowie odbył się I Zimowy
Patrol Wojskowy im. por. Łukasza Kurowskiego organizowany przez
Wielkopolskie Stowarzyszenie Aktywnych Rezerwistów we współpracy z
Ministerstwem Obrony Narodowej oraz Wielkopolskim Oddziałem
Żandarmerii Wojskowej.
W zamyśle organizatorów „Patrol” to impreza cykliczna, której celem
jest upamiętnienie śp. por Łukasza Kurowskiego z 10. Brygady
Kawalerii Pancernej - pierwszego polskiego żołnierza poległego w
2007 r. na misji w Afganistanie oraz promocja wojska w
społeczeństwie.
W zawodach uczestniczyło ponad sto osób z organizacji
paramilitarnych, młodzieży szkolnej, weteranów misji, rezerwistów i
żołnierzy. 10 Brygadę Kawalerii Pancernej reprezentowały dwa zespoły
wystawione przez 24. batalion ułanów pododdziału w którym służył
poległy oficer. Przed zawodami delegacje startujących drużyn złożyły
kwiaty i zapaliły znicze na grobie poległego por. Kurowskiego.
Oficjalnego startu patrolu dokonała Aneta Kurowska - wdowa po
poległym bohaterze. Na trasie biegu patrolowego uczestnicy musieli
się wykazać sprawnością fizyczną, znajomością sprzętu wojskowego,
znajomością zasad udzielania pierwszej pomocy oraz umiejętnościami
strzeleckimi. Reprezentacje 10BKPanc zajęły II i III miejsce w
klasyfikacji żołnierzy i rezerwistów.
    
|
|
|
|
|
Medale Wojska Polskiego dla
żołnierzy Bundeswehry |
|
|
|
Podpułkownik Ingolf Redmer oraz sierżant sztabowy Ewald Menz to
niemieccy żołnierze udekorowani 24 marca w Świętoszowie Brązowym
Medalem Wojska Polskiego. Medale nadał w imieniu Ministra Obrony
Narodowej gen. bryg. Andrzej Reudowicz - dowódca 10. Brygady
Kawalerii Pancernej.
Wyróżnieni żołnierze Bundeswehry od kilku lat pełnili wspólną służbę
wraz ze świętoszowskimi pancerniakami. Wspierali polskich żołnierzy
w zakresie eksploatacji niemieckiego sprzętu, w jaki wyposażona jest
brygada. W przemówieniu skierowanym do niemieckich żołnierzy dowódca
brygady gen. bryg. Andrzej Reudowicz serdecznie podziękował za
długoletnie wsparcie i zasługi dla funkcjonowania brygady, jakie
ponieśli niemieccy żołnierze Grupy Wsparcia Logistycznego a w
szczególności dwaj wyróżnieni: podpułkownik Ingolf Redmer oraz
sierżant sztabowy Ewald Menz.
Dla mnie było to 7 lat owocnej współpracy z polskimi przyjaciółmi.
Jestem szczęśliwy, że tak dobrze oceniono naszą służbę w 10.
Brygadzie Kawalerii Pancernej. To wielkie wyróżnienie dla nas
wszystkich. Jesteście bardzo gościnni, za co również serdecznie
dziękuję-
mówił podpułkownik Ingolf Redmer. Serdeczny zwrot „Polnische
kameraden „ najczęściej mogli usłyszeć zgromadzeni uczestnicy
uroczystości podczas nadania medali niemieckim żołnierzom.
W uroczystości oprócz żołnierzy 10BKPanc brali również udział
uczestnicy konferencji logistycznej, jaka odbywała się w
Świętoszowie. Przedstawiciele Federalnego Urzędu Techniki Niemiec,
klubu Leoben skupiającego państwa użytkujące czołgi Leopard 2A4 oraz
przedstawicieli innych instytucji Bundeswehry spotkali się z
logistycznymi przedstawicielami Inspektoratu Wsparcia, Dowództwa
Wojsk Lądowych, 11DKPanc- „Czarnej Dywizji” i gospodarzami z
10BKPanc. Cykliczne spotkanie poświęcono zaopatrywaniu i
eksploatacji sprzętu niemieckiego. Końcowym elementem konferencji
była uroczystość nadania medali żołnierzom Grupy Wsparcia
Logistycznego w Sali Tradycji 10.Brygady Kawalerii Pancernej.
W uznaniu zasług położonych w dziedzinie współdziałania jednostek
wielonarodowych w skład których wchodzą jednostki Wojska Polskiego
brzmiało uzasadnienie odczytanej w Sali Tradycji treści Decyzji
Ministra Obrony Narodowej o nadaniu medali niemieckim żołnierzom.
Ścisłe kontakty żołnierzy 10.Brygady Kawalerii Pancernej z
żołnierzami Bundeswehry trwają od lat. Najważniejsze elementy
współpracy to między innymi: wspólne szkolenia na terenie obu
krajów, przekazywanie doświadczeń misyjnych, logistyczne kontakty
oraz cenne partnerstwo z 21 Brygadą Pancerną Niemiec z Augustdorfu.


|
|
|
|
|
Alfa na strzelaniu sytuacyjnym
|
|
|
|
Strzelnica bojowa piechoty świętoszowskiego poligonu 24 marca br.
była miejscem przeprowadzenia strzelania sytuacyjnego drużyn 1
kompanii zmotoryzowanej zgrupowania bojowego „Alfa” z 10 Brygady
Kawalerii Pancernej (10BKPanc). Żołnierze Alfy przygotowują się do
udziału w VIII zmianie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w
Afganistanie.
Cała strzelnica tętniła życiem. Żołnierze byli podzieleni na grupy
szkoleniowe. Jedni ćwiczyli rzut granatem ćwiczebnym, inni
doskonalili swe umiejętności z zasad postępowania z rannymi i ich w
ewakuacji z pola wali. Z kolei następni organizowali posterunek
kontrolny „check point” na wjeździe do strzelnicy gdzie sprawdzano
wszystkich przyjeżdżających oraz ich pojazdy. Jeszcze inni wsiadali
i wysiadali z kołowego transportera opancerzonego KTO Rosomak tak
aby te czynności przebiegały w sposób jak najbardziej płynny i
zorganizowany. A to wszystko pod czujnym okiem doświadczonych
instruktorów oraz swego dowódcy kpt. Renarta Skrzypczaka.
– Przed moimi żołnierzami jeszcze długa droga wiele miesięcy
przygotowań. Nie wszystko wychodzi tak jak byśmy chcieli. Ale im
więcej zrobimy teraz, im więcej się nauczymy i potu przelejemy na
placach ćwiczeń tym będzie nam łatwiej w rejonie misji. Z drugiej
strony organizując tego typu zajęcia chciałbym by były one ciekawe i
dynamiczne, bo w takich warunkach żołnierze łatwiej i szybciej
przyswajają wiedzę i nabywają odpowiednich nawyków. - mówił kpt.
Skrzypczak.
Jednak najważniejszym punktem zajęć przeprowadzanych w tym dniu były
strzelania sytuacyjne drużyn z wykorzystaniem KTO Rosomak. Drużyny
po kolei zajmowały miejsce w transporterze. Rosomak z drużyną na
pokładzie wyjeżdża na przedpole strzelnicy. Słychać strzały dowódca
wydaje komendę do opuszczenia pojazdu. Żołnierze wysypują się na
zewnątrz zajmując miejsc po jego prawej i lewej stronie. Podnoszą
się metalowe tarcze przypominające sylwetką człowieka – to
przeciwnik. Padają kolejne komendy, wszyscy przyjmują dogodną
pozycję strzelecką i otwierają ogień ze swych beryli. Widać jak
kolejne tarcze zostają trafione. Wszystko dzieje się szybko i
dynamicznie. Znów dowódca drużyny podaje kolejne komendy. Żołnierze
wstają by ruszyć dalej. Sytuacja powtarza się, tarcze – przeciwnik
pojawiają przed nimi i znów kanonada strzałów. Słychać, że jednemu z
żołnierzy zabrakło amunicji. Krzyczy „magazynek” chowając się za
plecami kolegi wymienia zużyty na pełen. Cała operacja wymiany
przebiegła bezproblemowo, o czym informuje kolegę klepiąc go ręką po
plecach. To już ostania rubież z przeciwnikiem. Prowadzący ten punkt
nauczania por. Marek Łągiewka sprawdza rozładowanie broni. Poczym
można wracać do wozu. Powrót przebiega w sposób szybki i
zorganizowany żołnierze nawzajem się ubezpieczają.
– Tego typu zajęcia, kiedy wszyscy musimy ze sobą współdziałać są
doskonałym sposobem na to byśmy się lepiej poznali. Od tego jak się
zachowamy w sytuacji trudnej, czy zagrożenia w rejonie misji może
wiele zależeć. Dlatego mam świadomość, że ten czas nie może zostać
zmarnowany. – mówił st.szer. Przemysław Frukowski,
strzelec-sanitariusz.



|
|
|
|
|
|
|
Pododdziały zgrupowania bojowego „Alfa” z 10 Brygady Kawalerii
Pancernej (10BKPanc) ze Świętoszowa przygotowujące się do udziału w
VIII zmianie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie
przechodzą kolejne etapy przygotowań. Tym razem, na świętoszowskim
poligonie żołnierze doskonalili umiejętności rzutu granatem bojowym.
Umiejętność rzutu granatem dla zwykłego zjadacza chleba wydaje się
prosta i mało skomplikowana. Ot, po prostu należy wziąć granat,
wyjąć zawleczkę i cisnąć przed siebie. Jednak sytuacje komplikuje
fakt, iż na wykonanie tych czynności mamy tylko kilka sekund oraz
to, iż ten kawałek metalu to śmiertelnie niebezpieczna broń w
kontakcie, z którą należy zachować szczególną ostrożność. Dlatego
też jak każde zajęcia z użyciem środków bojowych dowódca 2 kompanii
zmotoryzowanej kpt. Radosław Becherowski rozpoczął od szczegółowego
omówienia warunków bezpieczeństwa. – Gdy żołnierze maja do
czynienia z granatami lub innymi materiałami wybuchowymi nie może
być mowy o jakiejkolwiek rutynie. Jednak ważne jest, aby nabyli
odpowiednich nawyków oraz oswoili się ze stresem. Bo on zawsze
występuje w takich sytuacjach. – mówił dowódca kompanii.
Każdy z żołnierzy chciał się sprawdzić tym bardziej, iż granatem
bojowym nie rzuca się, co dzień. Ukryci w schronie żołnierze
oczekiwali zniecierpliwieni na swoją kolej. Pada Komenda – Naprzód!
Pierwszy z oczekujących rusza wąskim betonowym korytarzem transzei.
Najpierw należało pobrać granaty i zapalniki wydawane przez st.
plut. Tomasza Pawińskiego i chor. Roberta Kubańskiego, by w końcu
ruszyć dalej na rzutnię. Następnie pod czujnym okiem dowódcy
żołnierz uzbraja granat. Pada komenda „do atakującej piechoty,
granatem - ognia”. Żołnierz wyjmuje zawleczkę by, co sił rzucić
nim przed siebie. Teraz słychać już tylko odgłos wybuchu i szum
przewalających się zwałów ziemi. – Wcześniej, przygotowując się
do tych zajęć rzucałam granatami ćwiczebnymi. Jednak to nie to samo.
Adrenalina jest na wysokim poziomie a trzeba nieustannie pamiętać o
zachowaniu wszystkich procedur bezpieczeństwa.- powiedziała st.szer.
Renata Jędrzejak.
    
|
|
|
|
|
|
|
– Na trasie patrolu w ciągu ostatnich godzin doszło do dwukrotnego
wykrycia improwizowanych ładunków wybuchowych. Zdarzenia te miały
miejsce w bliskiej odległości. Należy zatem podejrzewać, że droga w
tym rejonie jest pod stałą obserwacją rebeliantów. – powiedziała
por. Anna Czajkowska, oficer Centrum Działań Taktycznych (TOC)
Zgrupowania Bravo, wprowadzając w sytuację bojową dowódcę plutonu
przed wyruszeniem na patrol. Tak rozpoczął się drugi dzień zajęć
instruktażowo – metodycznych, organizowanych w dniach 23 – 24 marca
z dowódcami plutonów z 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze
Świętoszowa.
Dla żołnierzy z 10. batalionu zmechanizowanego Dragonów to ostatni
tydzień intensywnego szkolenia poligonowego. W zorganizowanych na OC
Karliki dwudniowych zajęciach, świętoszowscy Dragoni doskonalili
swoje umiejętności w zakresie postawienia rozkazu bojowego do
rozpoznania sytuacji w rejonie odpowiedzialności, sprawdzenia
przygotowania plutonu do wykonania zadania, działania plutonu po
wpadnięciu w zasadzkę, czy spotkania z miejscową ludnością.
Po otrzymaniu najświeższych informacji z TOC, dowódca plutonu, ppor.
Waldemar Gawron wprowadza swoich podwładnych w aktualną sytuację
bojową. Nim patrol wyruszy z bazy, dowódcy drużyn dokładnie
sprawdzają indywidualne wyposażenie każdego żołnierza. To niezwykle
istotne, aby zabrać wszystko to, co okazuje się niezbędne w trakcie
wykonywania zadania patrolu. Sprawdzenie łączności, ostatnie
wskazówki i kolumna złożona z transporterów KTO Rosomak oraz Humvee
rusza.
Gdy osiągają punkt wyznaczony na mapie, padają komendy dowódcy.
Przed kolumną rosomaków zaznaczona na trasie patrolu wioska. Pojazdy
zajmują wskazane przez dowódcę miejsca, następuje rozwinięcie
ubezpieczenia. W tym czasie na skraju osady zatrzymują się dwa
pojazdy. Do centralnego punktu wioski żołnierze poruszają się już
pieszo. Specjaliści z Taktycznego Zespołu Wsparcia (TST) udają się
na spotkanie ze starszyzną. Ich zadaniem jest pozyskanie
przychylności ludności tubylczej. Każdy ich ruch obserwowany jest
jednak przez dowódcę patrolu, gdyż w razie jakiegokolwiek zagrożenia
musi zareagować adekwatnie do sytuacji. Toczące się rozmowy, to
swoiste „zdobywanie dusz i serc”. Żołnierze z „Czarnej dywizji”
pytają starszyznę o najpilniejsze potrzeby wioski, o stan zdrowia
jej mieszkańców, ich bezpieczeństwo. Ten etap szkolenia, związany z
prowadzeniem rozmów, okazywaniem należnego, wzajemnego szacunku,
niesieniem pomocy lokalnej ludności – czyli wszelkie działania
niekinetyczne otoczono wielką rangą w ramach szkolenia żołnierzy
VIII zmiany PKW.
- Główną rolą żołnierzy Taktycznego Zespołu Wsparcia jest
zabezpieczenie dowódcy w zakresie współpracy cywilno – wojskowej,
czyli dostarczenie pomocy humanitarnej, zebranie potrzebnych
informacji o wiosce, sytuacji bezpieczeństwa jej mieszkańców, co w
konsekwencji ma wpływ na bezpieczeństwo naszych żołnierzy w rejonie
działania. – podkreśla por. Krzysztof Orzech, oficer z Centralnej
Grupy Wsparcia Współpracy Cywilno – Wojskowej z Kielc.
Realizowany w ramach zajęć instruktażowo – metodycznych epizod
prowadzenia rozmów, spotkania ze starszyzną to idealna okazja do
przećwiczenia procedur współdziałania żołnierzy CIMIC z
pododdziałami bojowymi. Kończący się zaś poligon, choć nie pierwszy
dla świętoszowskich Dragonów, stanowił kolejny etap zgrywania
żołnierzy przygotowujących się do afgańskiej misji.
|
|
|
|
|
Wyłonieni najlepsi z
najlepszych |
|
|
|
|
|
|
|
Sukcesy biegaczy 10BKPanc |
|
|
|
Biegi na orientację od lat są silną konkurencją sportowców 10.
Brygady Kawalerii Pancernej. Pierwsze starty rozpoczynającego się
sezonu w Pucharze Przedwiośnia 2010 oraz Półmaratonie Ślężańskim
można zaliczyć do szczególnie udanych. Z międzynarodowych zawodów „Early
Spring Cup” organizowanych w okolicach Twardogóry świętoszowscy
żołnierze wrócili z 7 medalami.
Cennym sprawdzianem własnych możliwości w doborowej stawce
zawodników był dla świętoszowskich zawodników rozgrywany 20 marca w
malowniczej scenerii Ślęży - Półmaraton Ślężański. Tydzień wcześniej
mieli bardzo udany start w Pucharze Przedwiośnia 2010 - „Early
Spring Cup” ale ze względu na rangę zawodów bardzo cenią udany
start w półmaratonie.
Zawody były bardzo trudne, przewyższenia na trasie biegowej to
około 300m. Z biegu jestem bardzo zadowolony, wynik lepszy o 3min
30sek od zeszłorocznego jest dla mnie miłym zaskoczeniem. Miesiące
ciężkiej pracy przyniosły efekty.–
powiedział zdobywca 15 miejsca z czasem 1,17,51- st. chor. Mariusz
Plesiński.
Z osiągniętych wyników zadowoleni są również pozostali startujący
żołnierze 10BKPanc. Mam świadomość, że mogło być lepiej ale
trzeba pamiętać, że było ponad 1000 startujących z mocną
międzynarodową obsadą m.in.: zawodnicy z Kenii i Ukrainy. Czołówka
to zawodnicy z zagranicy a zwyciężył Kenijczyk.- wspomina 16 w
półmaratonie z czasem 1,18,02 – st.szer. Jarosław Druciarek.
Kolejne miejsca zawodników ze Świętoszowa to 50 miejsce z czasem
1,24,44 st.szer. Jarosław Pyzik oraz 84 miejsce mjr Bogdana
Rycerskiego z czasem 1,28,02.
Tydzień wcześniej w okolicach Twardogóry zawody były rozgrywane w
formie biegu klasycznego, nocnego i sztafetowego. „Early Spring Cup”
przyniósł medalowe sukcesy nie tylko wyżej wspomnianym utytułowanym
zawodnikom: st. chor. Mariuszowi Plesińskiemu i mjr Bogdanowi
Rycerskiemu ale również reprezentującym 10BKPanc paniom: st.szer.
Marzena Rycerska i st.szer. Karina Ulbrych. Panie pokazały się z
bardzo dobrej strony. III miejsce drużynowo z udziałem żołnierek
było tylko wstępem do dalszych medali.
Atmosfera na zawodach była wyśmienita, brakowało tylko pogodnej
aury, padający na przemian deszcz i śnieg bardzo mocno ograniczały
widoczność co przeważnie w nocy bardzo utrudniało poruszanie się w
lesie, ponadto temperatura na pograniczu zera stopni dawała
zawodnikom w kość.-
wspomina mjr Rycerski.
Zawodnicy ze Świętoszowa w każdej z konkurencji plasowali się na
podium, w biegu klasycznym wygrał st. chor. Plesiński, mjr Rycerski
zajął II miejsce natomiast w biegu nocnym kolejność zawodników na
podium była odwrotna. W biegu sztafetowym nasi żołnierze w składzie
z mjr rez. Markiem Pietrusińskim z Bolesławca zajęli II miejsce
ustępując tylko sztafecie zawodników z Belgii.
Dotychczasowe starty były sprawdzianem przed poważnym wyzwaniem
jakie czeka świętoszowskich biegaczy 10 kwietnia czyli
multidyscyplinarnego rajdu ekstremalnego „Wertepy” rozgrywanego na
trasie 160km.

|
|
|
|
|
Chrzest ładowniczych Leoparda |
|
|
|
Dla każdego młodego żołnierza pierwsze strzelanie to duże przeżycie
a jednocześnie ogromne wyzwanie. Zwłaszcza wówczas, gdy strzela się
z czołgu Leopard 2A4, kaliber 120 mm. 23 marca br. swoje pierwsze
strzelania amunicją bojową odbyło 14. uczestników kursu ładowniczych
organizowanego przez Ośrodek Szkolenia Leopard (OSL) w Świętoszowie.
Strzelnica bojowa czołgów świętoszowskiego poligonu, stała się
miejscem swoistej inicjacji najmłodszych ładowniczych z 10 Brygady
Kawalerii Pancernej (10BKPanc). Ładowniczy to poza dowódcą, kierowcą
i działonowym członek załogi każdego czołgu Leopard 2A4. W tym
swoistym bojowym chrzcie uczestniczyło
14. żołnierzy, uczestników kursu ładowniczych, którzy przybyli do
10BKPanc w połowie ubiegłego roku. Kurs przygotowuję ładowniczych do
wykonywania zadań na swoim stanowisku funkcyjnym. Takie pierwsze
strzelanie poprzedzają godziny wykładów oraz ćwiczeń i treningów na
symulatorach.
- Dużo myślałem o swoim pierwszym strzelaniu. Oczywiście, miałem
jakieś wyobrażenia, bo było one poprzedzone żmudnymi
przygotowaniami. Przed strzelaniem było duże napięcie , nie oznacza
to wcale, że się bałem, ale był to raczej niepokój związany z tym,
że jest to coś nowego, nieznanego. Wszelkie obawy tuż po oddaniu
pierwszego strzału szybko ustąpiły miejsca adrenalinie.
– mówi szer.
Sławomir Zimerman, ładowniczy czołgu Leopard 2A4.
Aby czołgi mogły odbyć strzelanie bojowe muszą być odpowiednio
przygotowane. – Musimy dokonać indywidualnych poprawek ze
skalowania tak, aby można było perfekcyjnie wykonać strzelanie
bojowe nr 1 w dzień i w nocy. – mówił mjr Paweł Michalski,
komendant OSL.
Ładowniczy z „Czarnej Dywizji” strzelali pod czujnym okiem
instruktorów ośrodka, którzy nie tylko prowadzili przygotowania i
szkolenie ładowniczych, ale również sami uczestniczyli w treningu.
– Instruktorzy mogą utrzymać swoją wysoką kondycję ogniową tylko
poprzez nieustanny trening. Strzelanie tego typu to typowe
doskonalenie umiejętności ogniowych załóg czołgu Leopard. –
podsumował mjr Michalski.
   
   
|
|
|
STARSZE
|
|